niechcący zgasło światło nad głową. żyrandol
ktoś zgasił. nadziei żar pozostał stłumiony
pod kocem. ciepło zduszone czekało
na dłoni czar. ryty barwą marzeń
nie dało się zapomnieć. skłamali rysem dłoni
ubranych w nocną pościel. widziałam
ich dopasowane stroje. flesze, łańcuchy
przypięte do korka od kranu. karnawał
nie studził emocji. zabawa jednostronna
uderzała głową o ściany. spiekota duszy
roztrzaskanej otarła ściany bezbarwne
ktoś zawołał ament. potwór
podwodny wychylił się w kranu
i zawył