przyziemny poranek trzeszczał pod zmarzniętymi butami
idącymi chodnikiem wzdłuż obdrapanych kamienic
ciężkie powietrze kładło się na ziemi ściskając niedobudzone zmysły
całując je bagażem niewyraźnej źrenicy schowanej pod futrzastym
chroniącym przed mrozem kapturem
w chwili letargu zamkniętego w siatce będącej ogrodzeniem
nieskoordynowanych uczuć i pracy słońce błysnęło ostrzem
pomiędzy żebrami docelowej przestrzeni a wiatrem
którą przerwał dźwięk upadającego na beton ratunku
przyszłości nieokiełznanych zdarzeń i znaczeń
szklanka z herbatą potłukła się w jednej chwili z zachwianym lustrem a ja
nie wiedziałam co powiedzieć stojąc pomiędzy niedorosłym tłumem
więc powiem to dzisiaj dziękuję
Wasze opinie
oczywiście, że nie mam nic przeciwko temu.
serdecznie zapraszam do
dalszych zabaw i czytania moich utworów.
pozdrawiam
zauważyłam, że o wiele ciekawiej wiersz brzmi (napięcie rośnie), gdy czytać
go bardzo szybko, rozpędzając się aż do trzeciej zwrotki... wtedy można
zwolnić... :-) mam nadzieję, że nie masz mi za złe takiej małej zabawy.
:-) pozdrawiam
<<
1 >>