Marcin ¦wietlicki - ***(ca³y pokój...)
Ca³y pokój jest obwieszony Marcinami.
Przynajmniej raz w tygodniu wieszam jednego Marcina.
Mg³a wisielcowa jest prawie tak gêsta,
jak chmura papierosowego dymu.
Ten- bo nie chcia³. Tamten- bo nie umia³.
Tamten- bo go zmêczy³o. Tamten- bo nie wierzy³.
Obracaj± siê w rytmie k³ótni za ¶cianami
i nic nie znacz±. Najwa¿niejszy- nowy
Marcin wisi pod lamp±, wci±¿ podnoszê g³owê
i robiê straszne miny w jego stronê, wierz±c,
¿e skoro dr¿y- to wstyd mu tego, ¿e tak
czeka i ¿e nie umie czekaæ, ¿e czeka jak dziecko
na Gwiazdkê, czeka na kobietê,
która przyjdzie, na pewno przyjdZie, wszystko siê odbêdzie
tak jak zawsze, jak zawsze, z jakimi¶ ma³ymi
niespodziankami, te siê równie¿ zawsze
zdarzaj±. Wisi Marcin, dr¿y, obraca siê.
Wieczór. Gwa³townie wschodzi ¿arówkowe s³oñce.
¯yjê d³u¿ej ni¿ wszyscy m³odo zmarli poeci.
¯yjê d³u¿ej ni¿ wszyscy m³odo zmarli poeci.