Zarejestruj nowe konto
Zaloguj się
Dodaj nowy artykuł do naszej bazy
Przeszukiwanie serwisu www.poema.art.pl

Strona główna -> Debiuty - Poezja -> M -> Michał Gostkiewicz -> West across the Ocean Sea

Spis rzeczy

Forum

Wydarzenia

Po Wt Śr Cz Pi So Ni
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30

Szukasz pomocy?

Informacje

Narzędzia

Bonus

Patronat

X-net, Punkt Wymiany Ruchu Międzyoperatorskiego PLIX

Stale współpracują

Recytacja, internetowy serwis recytatorski


Anon: 19328997
OW: 27 sie 10 (pią) 04:36
Ilość wizyt: 2
Obejrzanych stron: 201

Użytkowników online: 49*
Zalogowanych online: 3



Poprzednia publikacje w tym dziale : T.A.J.E.M.N.I.C.A.

West across the Ocean Sea
::: Michał Gostkiewicz :::


West across teh Ocean Sea

CZĘŚĆ I

Skagen


Pokład Głowackiego miarowo wznosi się i opada, gdy fale Morza uderzają
jego dziób. Jacht płynie szybko, potwierdzając pochlebne opinie o swojej
doskonałej konstrukcji. Baksztag, prawie fordewind dmucha od wschodu i
prujemy na wszystkich rejowych żaglach – do Wrót Bałtyku, ostatniej
przystani przed Morzem Północnym, Kanałem La Manche, Atlantykiem… -
do duńskiego Skagen, małego, kolorowego jak klocki Lego® miasteczka,
słynącego z średniowiecznego stosu, na którym palono co piękniejsze
kobiety jako czarownice. Ogromny wał chmur na horyzoncie przed
dziobem zaczyna zmieniać swój kolor na złotopomarańczowy – to
rozpoczyna się preludium do najpiękniejszego widoku na świecie –
zachodu słońca na morzu.
Szmaragdowoczerwona świetlista obwódka otacza ciemnoszare już,
kłębiaste chmury. Morze zmienia kolor na granatowosiny, rozjaśniany
miejscami śnieżną bielą grzywaczy. Wreszcie czerwona kula Słońca
błyskawicznie wypada zza cumulusów, zalewając pokład pomarańczowym
blaskiem. Przypadkiem oślepia mnie tak, że muszę na chwilę spojrzeć w
dół, na koło sterowe, które trzymam. Pietka, stojący obok mnie z
wzrokiem utkwionym w GPS-ie, natychmiast rzuca: „lekko w prawo”,
korygując kurs. Jeśli nie będziemy trzymać kursu, narazimy się na
nieuchronną litanię kapitana jacy to jesteśmy beznadziejni. Płyniemy tak
długo, a widok naprawdę jest niesamowity. Cała załoga, mimo zmęczenia
wylega na pokład z aparatami. Wszystko nam sprzyja. Dosłownie
wszystko: Jest ciepło, jesteśmy w miarę wyspani i pierwszy raz od 24
godzin – najedzeni;), żaglowiec, najpiękniejszy, bo my na nim płyniemy,
pchany sprzyjającym wiatrem, płynie szybko w stronę portu. Port zaś –
wiadomo – oznacza odpoczynek, odpoczynek w pełni zasłużony po
ciężkich przejściach wczorajszej nocy, gdy cztery godziny wachty ciągnęły
się w nieskończoność, a w żołądku nie było już nic…Port to kolejne
ciekawe miejsce, roześmiani, piękni ludzie, którzy jutro wsiądą na swoje
jachty, katamarany czy motorówki i odpłyną, a ich miejsce zajmą
następni, którzy dopiero jutro tu przypłyną. Ale tej nocy to oni stanowić
będą o klimacie Portu.
Tymczasem jednak jest mi tak dobrze, że aż się uśmiecham, krzywiąc
jednocześnie niemiłosiernie gębę, bo słońce wychynęło właśnie spod
żagla i zajrzało mi w oczy.
Odrywam się od steru, robię zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia…
I znowu – za ster (moje ulubione miejsce, oczywiście , wzrok wpatrzony
w dal, świst wiatru w uszach, potrzebna czapka, uśmiechnięta Magda na
prawej burcie…
Słońce zaszło.




CZĘŚĆ II


Kristiansand

Siedzimy na skałach fiordów, bruderszaft z Pietką po 3 latach znajomości
miło płynie do brzucha
Nikt nie spodziewał się, że zawędrujemy w wakacje do Norwegii. A jednak.
Sprzyjający wiatr i uparta żegluga nocą zrobiły swoje. Choć załoga jest
zmęczona, ochoczo wysypała się spod pokładu i poszła w miasto. My
siedzimy nieco na uboczu, z daleka od cywilizacji. Zapada zmierzch, jest
trochę zimno, choć to nic w porównaniu z pełnym morzem, gdy wiatr wieje
i nie ma za czym się schować. Zaczyna się robić klimat, poparty polskim
(Norwegowie to zdziercy!) browarem i Snickersami dla wygłodzonej załogi.
Wygłodzonej, bo chleb spleśniał. Z głodu (bądź z konieczności jedzenia
dziwnych kombinacji żywieniowych) ludzie zaczynają robić dziwne rzeczy...
Freestyle Magdy na trawce dopełnia groteski trzydniowego tripa, w jaki
wpadła nasza ekipa po tym, jak Pietka ogłosił w Skagen założenie
psychodelicznej sekty pająka Leona. Członkowie sekty wyróżniali się
głównie nagłymi i niespodziewanymi atakami śmiechawy średnio co 15
minut, powodując u przypadkowych świadków tych wydarzeń reakcje
załamywania rąk, dziwnych uśmieszków bądź po prostu uśmiechów
politowania, co bawiło nas jeszcze bardziej.
Zawisło w powietrzu pytanie Magdy, czy to nie jest niesamowite, że, będąc
osobnikami kompletnie do siebie niepodobnymi, trzymamy się jakoś
razem?
Odpowiedziały jej szanty….
POLSKA!!!!! – wrzasnęliśmy chórem do całej Norwegii, spleśniałego chleba,
czyszczenia maszynowni, szorowania pokładu i wielu innych.
Fiord słucha nas, jego woda jest spokojna, tylko cichy plusk wodospadu i
krzyki mew przerywają zimny norweski spokój. Co jakiś czas do portu
wpływa powoli jacht, odcinając się jaskrawą bielą żagla na tle granatowej
tu, głębokiej wody. Atmosfera miasteczka jest nieco senna i to udziela się
portowi i jachtom, które w nim cumują.
Wspomnienia snują się w chłodnym oparze zmierzchu. Melodia szanty koi
mnie jakoś, uspokaja. Czuję zapach morza. Wszystko dzieje się samo z
siebie, naturalnie, nie na siłę, spontanicznie i nawet Magda nie ma do
tego dziś zastrzeżeń natury formalnej. Jest idealnie. Wiem, że z tymi
ludźmi to choćby...i wszędzie...i zawsze…
Potem Pietka mówi, mówi długo i…



CZĘŚĆ III

Kopenhaga

Po 23.00 Kopenhaga jest cicha. A raczej cichy jest jej port Amalienhavn,
przy którym, w sąsiedztwie pałacu Amalienborg, zacumował obok
większych żaglowców „Głowacki” Kopenhaga bawi się bowiem w starym
porcie, zwanym przewrotnie Nyhavn. W kanale, w którym stoją stare,
drewniane żaglowce (niektóre z nich pamiętają pewnie przedpoprzedni
wiek), przeglądają się kamieniczki i niezliczone tu knajpy, puby i
kawiarnie. Przeżywają prawdziwe oblężenie, gdyż są jedynymi miejscami,
gdzie po 20.00 można w Danii kupić alkohol. Po 20.00. żaden duński
sklep nie sprzeda ci alkoholu. Tako rzecze Zaratustra, a raczej - takie
jest prawo. Jeszcze bardziej oblężone są jednak deptaki po obu stronach
kanału. Tam siedzą ci, którzy zaopatrzyli się przed 20.00 w zgrzewki
duńskiego napoju narodowego – Carlsberga. Impreza więc trwa…
Moi przyjaciele to oficerowie przez duże O. Choć to ciągle Pietka, Madzia i
Dziara, - to nawet oni wpadają w pewne ramy zachowań, do których
obliguje ich niechciana funkcja, którą, chcą nie chcąc, musieli objąć.
Oczywiście to nic nie zmienia, ale czasem wyglądają wesoło:)
Stoimy obok kilku pięknych żaglowców. Jeszcze raz wypada podkreślić, że
Głowacki jest ładny.
Magda, jednego dnia mam ochotę skręcić Ci kark, innego dnia z kolei Cię
kocham.
Dziś cię kocham.
Podobnie jak wczoraj.
Rychu wezwał cała trójkę na naradę bojową i prawi im morały. Ja siedzę
na pokładzie pod fokmasztem i wsłuchuję się w dźwięki portu…jest mi
trochę smutno, że nie jestem oficerem i nie siedzę na tej naradzie, mimo
wszystko. Wiem, głupi jestem…:) Jeszcze nie wiem, że bohatersko,
ryzykując też dla mnie, cała Trojka solidarnie zakosiła dla Czwórki
sucharki z kambuza – będzie kolacja, i to bez pleśniowego farszu!
Tymczasem Kopenhaga wciąż jest cicha, tak, że słychać ciche pluskanie
spokojnej wody…

Nad portem błyskają gwiazdy
Nie słychać pulsu i krzyku miasta
Tylko szept;
Odblask światła na fali
Miga na stendze żaglowca
Od pół dnia dzwoni mi w uszach
Bo Kudłaty rozpierdalał młotkiem farbę
Czerwona smuga błyska z masztu
Jest aksamitnie cicho i chłodno
Przyjaciele schowali się pod pokład
Mi dobrze w ciemności na dworze.



Wasze opinie


~dżej


11 grudnia 2003 12:55
****.chello.pl
przeczytałam, pozazdrościłam, zatęskniłam za moją namiastką tego, co nazywa
się żeglowaniem

<< 1 >>


Opinie czytelników serwisu :
Ilość opinii : 1
Dodaj własny komentarz
Pokaż komentarze na stronie

Statystyki publikacji :
Ilość odsłon : 315

   Dodaj do ulubionych Ulubione
 Wyślij link do tej strony znajomemu Poleć
 Wydrukuj stronę Drukuj


Copyright 1999-2009 Poema Inc.
Powered by PoemaWebsiteBuilder 3.3
Czas działania programu : 0,09 s.