Szanowni Państwo. W związku z rozpoczęciem wygaszania serwisu Poema informuję, że końcem marca 2017 zablokowana została możliwość logowania się, a co za tym idzie tworzenia nowych treści. W okolicach października 2017 serwis zakończy swoją działalność. Zachęcam do zabezpieczenia własnej twórczości przed datą wygaszenia, później nie będzie takiej możliwości.

Arkadiusz Kuryłowicz

Poeta ascezy

Christian Belwit gra na gitarze i śpiewa ułożone przez siebie piosenki. Rzadko zresztą występuje. Od lat stroni od wszelkiej wrzawy literackiej. Stoi z boku. Nie miesza się do żadnych sporów ani gier towarzyskich. Te rzeczy są mu obce. Brzydzi się nimi. Prowadzi swoje tajemnicze życie gdzieś poza obrzeżami wielkich artystycznych prądów. Jest samotnikiem. Niemal pustelnikiem. I wygląda jak anachoreta. Zachowuje się jak mnich. Mało kto zna jego wiersze, surowe, ascetyczne, nieraz chłodne, ale jakże bogate intelektualnie, zdyscyplinowane. I z jakże misternie utkaną metaforyką.

      Christian Belwit nie nachodzi redaktorów działów poezji. Nie zanudza krytyków. Nieraz tylko błyśnie na turnieju jednego wiersza, ale głusi jurorzy zapatrzeni we własną gwiazdę, nawet go nie dostrzegają. Toteż nikt oficjalnie prawie nic o Belwicie nie wie. A jednak ma on utajonych swoich miłośników. Ma zastęp młodziutkich wielbicieli, którzy na tajnych konwentyklach cytują jego strofy, nucą jego zwrotki, powołują się na jego nigdzie nie wydrukowane pisma. Za Belwitem ciągnie się dyskretna piękna legenda, w której poeta występuje jako czarodziej, mag, może czarnoksiężnik i cudak. Nikt go nie rozumie. Ale wielu za nim podąża. I wielu go z daleka podpatruje. Belwit to dziwne, rzadkie, niemalże unikalne zjawisko. Fenomen nieistnienia. Przekornie mruży oczy i zadaje światu pierwotne, niewygodne i jakby bezsensowne pytania. Warto go poznać i bliżej mu się przyjrzeć. Subtelny liryk i przenikliwy racjonalista, z wyobraźnią dziecka. Poeta chłodnych analitycznych rozbiorów i nagłego, ironicznego dystansu. Poeta rozbitego i powikłanego systemu wartości. Pisze: "zbyt mało wyobraźni, by wyrecytować rzeczywistość", bowiem jego rzeczywistość jest wielopiętrowa, pełna labiryntów i łamigłówek. Jest bliższy Karpowicza niż Przybosia, choć daleko stoi od jednego i drugiego. Lubi Borgesa i Norwida. I szuka w świecie prawdy. Nie zadawala się wyrażaniem bytu, dopukuje się do sensu, logiki, porządku, hierarchii znaczeń. Wychodzi do sklepu, by "ożywić jakąś nostalgię". Bowiem "życie stoi w kolejce... i ... gubi wiersze, znajduje smak popiołu".

      Czuje się w tej poezji pewną krystaliczność myśli i czystość wyrazu. Niektóre jego miniatury poetyckie są wstrząsające. Inne bulwersują. Jeszcze inne tchną pięknem.

      Christian Belwit pewnie przepadnie wśród bełkotu, błyskotek i chaosu myśli współczesnych młodych wierszopisarzy. Nie będzie wygrywać konkursów, bo nie umie się kłaniać bożkom lokalnego areopagu. Zginie w tłumie, nierozpoznany, zagubiony, samotny. Bo taki jest los poetów ważnych.


Ilość odsłon: 3286

Komentarze

Wisielka

grudzień 30, 2003 10:35

ot bardzo spodobał mi się wstęp, wzruszył mnie poniekąd, zgadzam się los poetów to brodzić w niezrozumieniu, sponiewieraniu, taki los geniusza...