Szanowni Państwo. W związku z rozpoczęciem wygaszania serwisu Poema informuję, że końcem marca 2017 zablokowana została możliwość logowania się, a co za tym idzie tworzenia nowych treści. W okolicach października 2017 serwis zakończy swoją działalność. Zachęcam do zabezpieczenia własnej twórczości przed datą wygaszenia, później nie będzie takiej możliwości.

Arkadiusz Kuryłowicz

Do tej pory w wywiadach eksplorowaliśmy meandry miast, większych i mniejszych, zgiełk poezji Aleksandry Zbierskiej, morze i odległości Ewy Brzozy – Birk, podróże, obsesje i brudne hotele Wioletty Grzegorzewskiej. Teraz coś zgoła innego. Wieś pod Białymstokiem, na Podlasiu, blisko wschodniej granicy. Zapach skoszonych traw, kąpiele w Biebrzy, i spokój. Tak, pokora i spokój – to chyba słowa-klucze, jeśli chcemy mówić o Teresie Radziewicz, jako poetce i jako o człowieku. Zapraszam do lektury.

__________________________________________________________________________

A więc, droga Tereso, nie wiem czy zdajesz sobie sprawę jak bardzo NIE jesteś poetką awangardową. Patrząc na Lewą stronę mam wrażenie że jest to tomik klasyczny na niejednej płaszczyźnie - klarowności i przejrzystości przekazu, odwoływania się do wartości, było nie było, tradycyjnych... Czy zgadzasz się z tezą postawioną w tym pytaniu?

Drogi Jakubie...Odrobinę się z Tobą zgadzam, a odrobinę będę polemizować (śmiech).

Z dziką rozkoszą wysłucham Twego stanowiska polemicznego.

Owszem, jeżeli chodzi o klarowność, przejrzystość czy - przywoływane przez Ciebie - wartości "tradycyjne", chyba powinnam Ci przyznać rację. Ale powinniśmy się zatrzymać nieco nad formą.Słyszę wielokrotnie pytania, czy naprawdę to, co piszę, to jeszcze wiersze, czy może już proza. Więc chyba można tutaj mieć wątpliwości co do tzw. "klasyczności", nieprawdaż? Chociaż trudno nazwać to wielką awangardą (śmiech).

Skoro zatem nie zgodziłaś się, odwrócę nieco planowany porządek pytań i podrążę: co cię najbardziej kręci w poezji najnowszej? Możesz podać konkretne nazwiska, inspiracje, ale chodzi mi też o jakieś bardziej ogólne zjawiska.

O matko, takie pytanie zadałeś, że mogłabym przygotować kilkustronicowy esej (śmiech).  W najnowszej poezji kręci mnie przede wszystkim słowo. Słowo w całej swojej okazałości, wieloznaczności, we wszelkich smakach i zaskoczeniach. A za słowem - język. Cenię (jako tradycjonalistka!) czystą polszczyznę. A tuż za nią - to, jak autor wykorzystuje jej możliwości. Język polski, to język niuansów, wieloznaczności. Im bardziej autor korzysta z tych właściwości języka, tym ciekawiej się go czyta. Lubię też soczystość, jędrność słowa. Co nie znaczy, że nie docenię wycyzelowanych smaczków. To wszystko lubię w warstwie językowej. Ale samo słowo, gdy autor nie wie, co chce powiedzieć, gdy nie ma nic do powiedzenia, a samym słowem się bawi - to za mało.Jako ta przywołana przez Ciebie tradycjonalistka nie byłabym sobą, gdybym zlekceważyła treść.

 

A jacy poeci/prozaicy nie-współcześni są dla Ciebie najważniejsi?

Z poetów - bardzo niemodnie wymienię takich jak Herbert (bardzo ceniony przeze mnie), Szymborska, i - może zaskoczę - Twardowski, ten wcześniejszy z tomu np. "Nie przyszedłem pana nawracać". Czyli – klasyka, nuda (śmiech). No i to niby współcześni, chociaż nie najnowsi poeci.Z mniej współczesnych? Staff, Gałczyński i Leśmian. Staff za melodię w wierszach. Gałczyński za zaczarowaną dorożkę. Leśmian za leśmianienie. Poza tym... (sama jestem zaskoczona) Rillke i Achmatowa.

A proza?Szeroka proza, barwna. Marquez, Tolkien. I wciąż mnie ciągnie do bardziej współczesnych jak Irving, Caroll, Lodge, Myśliwski, Tokarczuk…

 
 Nieprzypadkowo skupiam się bardziej na przeszłości niż na teraźniejszości. Sama piszesz w Lewej stronie : Włożyć w dziob przeszłość tak jak w usta hostię. Ile znaczy przeszłość? Mógłbym napisać wprost "dla Teresy Radziewicz", ale jako że nigdy nie można być na 100 procent pewnym, zaasekuruję się i powiem "dla bohaterki Lewej strony".

Przeszłość jest ważna. Kształtuje. Dzięki niej jesteśmy tacy, jacy jesteśmy, dzięki niej jesteśmy sobą. A bohaterka Lewej strony szczególnie docenia wagę przeszłości. Poza tym przeszłość zostawia w nas coś bardzo cennego, czyli wspomnienia. Właściwie to ogromny skarb, nie sądzisz?

Tak, jeśli się czyta Lewą stronę ma się wrażenie, że wspomnienia są „skarbem” Ale chyba nie tylko. Piszesz: Żałować, że się pyta, kiedy jest już za późno. Czy to oznacza, że bohaterka „Lewej strony” ma, przepraszam za górnolotność, jakiś dług do spłacenia? I czy można go spłacić - jako forma spisania, opisania - poprzez poezję?


Raczej nie chodzi o dług. Mówiłabym raczej o pragnieniu dotarcia do korzeni. O świadomości swojego pochodzenia, świadomości tego, kim jestem, skąd taki/taka jestem. I o szukanie tego również w przeszłości, tej dalekiej, związanej z przodkami. Ale nie tylko. Natomiast jest taki moment, kiedy chciałoby się wiedzieć jak najwięcej, ale jest "za późno". Odeszli ci, którzy mogliby informacji pełnych udzielić. Chociaż, może i można mówić o spłacaniu długu… który nie jest możliwy do spłacenia.

No to kolejne pytanie będzie o "niemożliwość", ale o inny rodzaj tejże. Kolejny ważny, zdaje się, cytat: I nagle łapię najważniejsze słowo/a ono mocno kłuje w język. Czym jest to najważniejsze słowo i dlaczego sprawia taką trudność w nazywaniu, opisywaniu, docieraniu? I (tak się zastanawiam po przeczytaniu jednym, drugim, piątym) czy tym słowem może być "śmierć"?

Może być. Ale nie musi. Bo może to jest "wiara"? "Miłość"? A może jeszcze inne? Poza tym - zawsze to, co najważniejsze, było najtrudniejsze. I odwrotnie. Często najtrudniejsze stawało się najważniejszym. Tak chyba człowiek jest skonstruowany, że bardziej ceni to, co zdobywane z trudem. Złapać "najważniejsze słowo" to też odpowiednio nazwać. A sam wiesz, że znalezienie dobrego słowa to niełatwa sprawa.

A jak ty, jako Teresa Radziewicz, już nie peelka ani bohaterka, podchodzisz do historii z Lewej strony? Jak bardzo osobista jest ta historia i czy są to słowa które tak "kłuły" że "musiały powstać"?

Ta historia została przeze mnie zmyślona... I w tym stwierdzeniu jest sporo prawdy. Ta historia jest też prawdziwa, nie zaprzeczę (śmiech).  Ta historia jest osobista. Ale jednocześnie jest w pewnym sensie "przetworzona". Są wiersze, które opieram na faktach, ba, niektórzy odnajdą w nich siebie. Ale jednocześnie nie chodzi mi o poinformowaniu o wydarzeniach, jakie w moim życiu miały miejsce. Sięgam po nie, owszem. Niech będzie. Ale sięgam po coś… Bo próbuję coś powiedzieć? Bo muszę, tak mocno "kłuje w język"?

A (że odejdę nieco od Lewej strony) jak bardzo "Twój" jest cykl o Soni, z Twojego nieopublikowanego (jeszcze) tomu? Bo że jest choćby po części kreacją - to pewne, ale ile w tym kreacji, a ile "alter ego" autorki?


Powinnam się wykrętnie tłumaczyć, że Sonia to przecież po prostu podmiot liryczny (śmiech). Chyba jest tak, że czasem łatwiej jest powiedzieć coś - przez kogoś, włożyć w usta postaci słowa. Racja, nie jest Sonia całkowitą kreacją. Ale i nie jest moim "alter ego". Nie chciałabym, żeby czytano te wiersze poprzez moją biografię.
Trochę się do niej [Soni – przyp. KS] przyznaję, a trochę odżegnuję (śmiech).

Kompletnie nie wiem jak można by odczytywać Sonię przez Twoją "biografię" (chyba nie znam jej na tyle zresztą ;) ). Ale teraz kolejne pytanie nieco osobiste. Byłaś trzykrotną nominowaną w konkursie im. Jacka Bierezina. Pierwsza nominacja była, zdaje się, w 2006 roku, co oznacza, że już wtedy miałaś jakiś projekt swojej książki. To oznacza, że od stworzenia tego pierwszego projektu do ukazania się go w formie materialnej minęły trzy lata. Jakie to uczucie po tak długim czasie wydać wreszcie tak długo oczekiwany - zapewne nie tylko przez Ciebie - tomik?

Uczucie dziwne. Tak, trzykrotnie byłam nominowana, ale za każdym razem to był mniej lub bardziej różniący się od poprzedniej wersji tomik. Pierwsza książka była zupełnie inna, właściwie z tej pierwszej wersji do tomiku wydanego weszło niewiele tekstów, musiałabym je porównać, ale nie za wiele z pewnością. Poza tym, co do wydania książki - wiesz przecież, co sądzę na ten temat.Mówię o decyzji, że póki mi ktoś nie zaproponuje druku (czyli dopóki nie uzna, że moje wiersze mają wartość nie tylko dla mnie), nie zdecyduję się na wydanie tomu. Dlatego tak długo się nie ukazywał.


Na koniec - zapytam o Twoje plany. Pytanie standardowe, ale nie mógłbym go nie zadać, bo oboje wiemy, że masz już praktycznie gotowy drugi tom, pod tytułem Świat urodził się pomarańczą. Czy zamierzasz go wydać? Jakie są Twoje inne plany związane z pisaniem?


"Świat urodził się pomarańczą" - ten tomik prawie jest gotowy, jeszcze waham się, robię poprawki. I zobaczymy, może się ukaże. Na razie wszystko mieści się w kategorii zamierzeń. A moje inne plany związane z pisaniem? Sama nie wiem. Chyba będę po prostu pisać. Póki muszę, póki jest we mnie taka konieczność.

Dziękuję serdecznie za rozmowę.


Dziękuję.
 
Rozmawiał Kuba Sajkowski
Ilość odsłon: 2427

Komentarze

Nie znaleziono żadnych komentarzy.