Szanowni Państwo. W związku z rozpoczęciem wygaszania serwisu Poema informuję, że końcem marca 2017 zablokowana została możliwość logowania się, a co za tym idzie tworzenia nowych treści. W okolicach października 2017 serwis zakończy swoją działalność. Zachęcam do zabezpieczenia własnej twórczości przed datą wygaszenia, później nie będzie takiej możliwości.

Arkadiusz Kuryłowicz

 

Spojrzała przed siebie. „Przepiękny widok” – pomyślała. Góry, słońce i lekki wiatr… Stała w tym samym miejscu… Dwa lata temu stała na tej skale z Nim. Skała, a pod nią przepaść…



 



***



 



Poznała go na imprezie w klubie… Tańczyła w grupie koleżanek i nowo poznanych mężczyzn. Znała imiona może dwóch… Zresztą oni i tak byli zainteresowani jej kumpelami… Nie zwracała na nich uwagi. Poczuła pragnienie. Podeszła do baru i usiadła na jedynym wolnym krzesełku. Poczuła na sobie wzrok młodego chłopaka siedzącego obok. Zamówiła małą colę. I w tym momencie chłopak zapytał:



-                     A może coś mocniejszego?



-                     Nie, dziękuję, nie lubię alkoholu – odpowiedziała.



-                     Ja też nie, ale po odpowiedzi na to pytanie orientuję się, jaka jest kobieta – powiedział to i miło się uśmiechnął. Poczuła się przy nim pewniej. – Dlaczego siedzi tu pani ze mną, zamiast iść się bawić ze znajomymi? – spytał obracając głowę i wskazując na grupę tańcząca nieopodal.



To pytanie ją zaskoczyło. „Musiał mi się przyglądać” – pomyślała.



-                     Źle się przy nich czuję. Dla tych chłopaków jestem nieważna, a moje koleżanki są zajęte tylko nimi.



-                     Właśnie zauważyłem, że bawiła się pani tak jakby osobno…



-                    Zawsze tak było. Bo ja zawsze wolałam z kimś porozmawiać, tak jak tu teraz.



-                     Intelektualistka z pani?



-                     Może i tak, ale jak już to nie pani… Mam na imię Julia.



-                     Powinienem powiedzieć, że mam na imię Romeo – uśmiechnął się. – Ale niestety jestem tylko Robertem… Ale miło mi – uśmiech nie schodził z jego twarzy.



-                     Romeo to tylko przykrywka. Nie każdy, kto ma tak na imię, jest tamtym Romeo. Na to miano można zasłużyć.



Nawet nie zauważyła, że od kilku minut nie ma nic w szklance. Zauważył to jednak Robert.



-                     Jedną colę dla pani – powiedział do kelnera, a ona dopiero teraz spostrzegła pustki w szklance.



Przegadali tak ze sobą kilka godzin. Około drugiej podeszła do nich Agnieszka mówiąc:



-                     Julka zostaw swojego Romea, idziemy do domu.



-                    Zaraz przyjdę! – odkrzyknęła do Agi wtulonej znów w bok jakiegoś tlenionego blondyna.



-                     To nr mojego telefonu komórkowego – powiedziała dając mu papierową chusteczkę z wypisanymi cyferkami.



-                     A to mój – Robert był bardziej przygotowany – dostała od niego wizytówkę, na której było jego imię i nazwisko i nr jego telefonu komórkowego.



„Robert Langner – ładnie…” - pomyślała, przypatrując się zielonym literkom wypisanym na białej tekturce.



-                     Dzięki. No to na razie!



-                    Pa, Julio! – odpowiedział Robert, zatapiając usta w szklance z wodą mineralną.



 



Sobotnie popołudnie tydzień później…



Julia pochłania swoje ukochane czereśnie, gdy do pokoju wchodzi Agnieszka:



-                     Za pół godziny przyjeżdżają po nas chłopacy i jedziemy do Platiny. Jedziesz z nami?



-                     Pewnie, tylko się przebiorę.



-                     To się pośpiesz, nie będziemy czekać! – słychać na korytarzu ich mieszkania 3M, które Julia wynajmowała wraz z Agą i Izką.



Założyła na siebie granatową sukienkę na ramiączkach, na której przyszyte cekiny układające się w przepięknego motyla były z daleka widoczne w świetlne dyskotekowych lamp.



Przed 18 usłyszała dźwięk domofonu.



-                     Julia odbierz, to pewnie chłopacy! – krzyknęła Izka, gdzieś z głębi swojego pokoju, w którym pełno było różu i tandetnego przepychu.



-                     Tak?



-                     Tu Dawid, powiedz dziewczynom, że już na nie czekamy na dole i aby zeszły.



-                     Dobra, przekażę.



„Tak, przekażę dziewczynom, przekażę” – pomyślała smutna. Dziewczynom, ona jest nieważna… Pewnie Dawid i ten drugi nie wiedzą, że ona ma jechać z nimi… Dowiedzą się, bo ona pojedzie… Może spotka znów Roberta… Oby…



-                     Ona też jedzie? – usłyszała zdziwiony głos tlenionego blondyna, który okazał się Dawidem, z którym rozmawiała przez domofon. „No tak, pewnie… Jak nie będzie Roberta to ja się zmywam… Z nimi nie zostanę” – pomyślała zrozpaczona i bliska płaczu Julia.



Drogę do Platiny spędziła z tyłu samochodu obok Agi i Dawida namiętnie się całujących… W klubie zatańczyła tylko dwie piosenki, po których skierowała się w stronę baru. Usiadła na tym samym krzesełku co tydzień temu. Spojrzała na Izę i Agę. Bawiły się bardzo dobrze w towarzystwie chłopaków. „Biedni naiwniacy… nawet nie wiedzą, że pewnie już w przyszłym tygodniu dziewczyny zmienią klub i ich…” – pomyślała z litością… Po chwili przypomniała się jej impreza tydzień temu i Robert… „Nie ma go” – Julia była coraz smutniejsza. Nawet się ze sobą nie skontaktowali przez ten cały tydzień… Mogła do niego przecież wysłać SMSa, że idzie do Platiny… Nie, pomyślałby jeszcze, że mu się narzuca…



-                     Witaj Julio – usłyszała w swoim prawym uchu.



 



Następna impreza spędzona z nim… Ale teraz było inaczej… Zatańczyła z nim dwie wolne piosenki. Powiedział, że jest jego iskierką z burzą swoich krótkich blond włosów. Było jej z nim wspaniale. Pewnie jemu też, bo już w poniedziałek odebrała wiadomość z jego komórki: „Julio, proszę spotkaj się ze mną w Cafey dziś o 16. Robert”. „Będę na pewno. Pa Robercie!”. Z mieszkania wyszła za kwadrans 16. Do Cafey miała najwyżej 5 minut drogi, ale wolała tam być wcześniej i pomyśleć trochę w samotności…



-                     Długo czekasz? – usłyszała po kilku minutach głos Roberta.



-                     Nie – odrzekła spostrzegając w dłoni Roberta czerwoną, mała różyczkę.



-                     Przepraszam, że ta różyczka jest taka nie dopasowana, zasługujesz na bukiet, pięknych długich róż, ale niestety pani kwiaciarka takich nie miała…



Na twarzy Julii pojawił się uśmiech, który nie opuścił jej aż do wieczora…



Robert odprowadził ją do domu i na pożegnanie delikatnie pocałował ją w usta.



-                     Dobranoc Iskierko – powiedział, gdy Julia wchodziła do mieszkania.



SMSy od Roberta z prośbą o spotkanie Julia odbierała codziennie. I codziennie się z nim widywała. Te spotkania nabierały dla niej coraz większej wartości. W piątek o 14:30, o której to odbierała zawsze SMSy od Roberta, SMS nie przyszedł… Julia siedziała przy telefonie cała godzinę i nie doczekała się… Poczuła, że jej oczy robią się mokre… Poczuła na swym policzku łzę… I w chwili, gdy ta łza wypłynęła z oka Julii, telefon dźwiękiem oznajmił, że nadeszła wiadomość… „Iskierko, chciałbym Cię porwać jak najdalej stąd. Chciałbym Cię tulić i całować całą noc, aby Ci było jak w niebie. Iskierko, kocham Cię!”. Łzy smutku na twarzy Julii zaczęły się mieszać ze łzami radości. „Robercie, za 15 minut obok Cafey” – odpisała. Założyła na siebie swoją ulubioną dżinsową sukienkę, sandałki i niemalże pobiegła na spotkanie. Robert już tam był… Podeszła do niego, położyła dłonie na jego klatce piersiowej i wtedy ich usta zwarły się w gorącym pocałunku…



Tak to się wszystko zaczęło. Lecz sielanka nie trwała długo… Okazało się bowiem, ze Robert mieszka i studiuje na Mazurach, a Julia tu, w Poznaniu. W połowie września Robert wyjechał. Julia została tu ze swoją tęsknotą… Dzwonili do siebie, wysyłali SMSy, lecz to było dla nich za mało… Pragnęli siebie, a mieli to raz na miesiąc, gdy któreś z nich przyjeżdżało na weekend do tego drugiego. Święta Bożego Narodzenia spędzili w domu Julii w małej miejscowości pod Poznaniem. Rodzice dziewczyny polubili Roberta i zaprosili go do siebie na wakacje. Wielkanoc Julia spędziła na Mazurach, gdzie poznała rodzinę Roberta.



Nadeszły wakacje… Upragniony dla nich czas. Zaplanowali sobie, że pojadą w ukochane miejsce Julii – w Karkonosze. Podczas jednej z takich wędrówek dotarli nad przepaść. Stanęli wtedy oboje na małej skale wystającej trochę nad przepaścią i chłonęli tam wiatr i siebie…



-                     Teraz mógłbym umrzeć – stwierdził poważnie Robert. – Mam Ciebie w swoich ramionach i tu jest pięknie…



      Te wakacje zapisały się w pamięci Julii jako najpiękniejsze.
      Zaczął się kolejny rok akademicki, oznaczający dla nich kolejną rozłąkę. Lecz mieli już zaplanowany wyjazd we dwoje nad morze w następne wakacje.
Lecz nigdy nie wyjechali na tą wycieczkę…



Na początku lipca Julia odebrała wiadomość, że Robert miał poważny wypadek samochodowy. Julia natychmiast się spakowała i pojechała na Mazury. Nie odchodziła od szpitalnego łóżka Roberta ani na chwilę. Lekarze tracili już nadzieję, że chłopak obudzi się ze śpiączki, ale ona dalej wierzyła… Na darmo… Jednego ranka Julia obudziła się i spostrzegła, że matka Roberta płacze, stojąc nad jego łóżkiem. Robert nie żył…



 



***



 



Po pogrzebie Roberta Julia długo nie mogła dojść do siebie. Każdego dnia słyszała gdzieś w oddali jego słowa, jego śmiech. Śnił jej się każdej nocy…



W pewne ciepłe popołudnie pojechała do domu rodzinnego i powiedziała rodzicom, że jedzie w góry. Pożegnała się z nimi i pojechała w Karkonosze.



 



Wyruszyła w samotną wędrówkę w góry. Szła tym samym szlakiem, co wtedy z Robertem. Dotarła nad przepaść. Stanęła na skale. Przypomniały jej się słowa Roberta, które wypowiedział w tym miejscu równo dwa lata temu. Mijały właśnie dwa lata od czasu, gdy tu stali: „Teraz mógłbym umrzeć” – pomyślała Julia i skoczyła…

Ilość odsłon: 796

Komentarze

MEDIFEL

sierpień 02, 2003 21:21

To brzmi bardziej jak bajka niż jak opowiadanie:) Piękne to wzystkto "nad życie", człowiek taki jak ja zawsze zastanawia się czy byłoby go stać na coś takiego i zawsze twierdzi że tak, dopóki głupie 100 km nie zdławi rodzącego się uczucia, a co do samej decyzji na skale, to rozumiem że musiało być jakieś zakończenie - bo robert miał konkretny powód umierać tam i wtedy - chciał umrzeć szzęśliwy, natomiast skaczącej Juli nie pozostało z tego szczęsicia prawie nic. Całość podoba mi się bardzo chociaż gdy proówna się ilościowo opisy do dialogów to jest to raczej dramat niż opowiadanie :)

kolderas

lipiec 01, 2003 21:52

wow ! martusiu jestes wielka :D jak jush pisalem "az mi sie lezka w oku zakrecila" :D mogem cie tylko teraz ucalowac i zyczyc dalszych roownie wspanialych utworoow :***

crassus

lipiec 01, 2003 08:38

poprzedni kometrasz jest ode mnie tylko cos sie z moim nickiem porobilo przepraszam :)

cr

lipiec 01, 2003 08:37

szczerze mowiac to sie poplakalem na koncu - czym jest w takim razie milosc? gotowoscia na smierc w ramionach ukochanego? a moze smierc przez samobojstwo bo juz milosci nie ma komu dac?