Szanowni Państwo. W związku z rozpoczęciem wygaszania serwisu Poema informuję, że końcem marca 2017 zablokowana została możliwość logowania się, a co za tym idzie tworzenia nowych treści. W okolicach października 2017 serwis zakończy swoją działalność. Zachęcam do zabezpieczenia własnej twórczości przed datą wygaszenia, później nie będzie takiej możliwości.

Arkadiusz Kuryłowicz

Według Wittgensteina z okresu Dociekań filozoficznych mówienie jest pewną działalnością, pewnym sposobem życia. Przykład Putnama, w którym posługuje się on wyimaginowanymi mózgami w słoiku dla Wittgensteina byłby może jedną z wielu gier językowych, podobnych do tych, jakimi posługuje się on, konstruując przykłady z udziałem budowniczego i pomocnika, dla których całym światem jest konstruowana budowla i służące do jej powstania materiały i narzędzia. Mimo tego, że świat mózgów jest iluzoryczny, jest ich całym światem i w swoim języku nie mogą one wyjść poza ten świat, tak jak my to robimy, posługując się tym obrazem. Używamy w stosunku do nich swego rodzaju metajęzyka – podobnie jak robi to Putnam w swoich esejach, posługując się tymi i innymi przykładami.

Hilary Putnam zaczyna swój esej Mózgi w naczyniu od przykładu, w którym przedstawia mrówkę, w przypadkowy sposób kreślącą na piasku kształt, który dla nas wydaje się coś oznaczać. Jest to podobizna Winstona Churchilla. Jednak w istocie kształt ten nie reprezentuje tego człowieka, ponieważ, jak początkowo zaznacza to Putanam, nie został on sporządzony intencjonalnie, a jedynie przez przypadek. Wydaje się więc, że warunkiem koniecznym, ażeby coś było reprezentacją, lub najważniejszym warunkiem koniecznym, żeby coś było reprezentacją, jest intencja [podkreślenie moje, B.J.] reprezentowania[1]. Z kolei warunkiem, aby można było mieć intencję, by cokolwiek reprezentowało coś innego, jest to, iż należy być zdolnym do pomyślenia o tym reprezentowanym przedmiocie. Powstaje więc pytanie, jak zauważa to Putnam, jak możliwe jest, że myśl może sięgnąć poza siebie i uchwycić coś zewnętrznego[2]? Odpowiedzi na to pytanie szukano już w filozofii, jednak jak wynika to z tekstu Mózgów w słoiku, pomysły były chybione i opierały się głównie na odróżnieniu natury umysłu i natury rzeczy fizycznej, jak to się miało choćby w przypadku res cogitans i res extensa Descaresa. Żaden przedmiot nie może sam przez się odnosić się do jakiejś innej rzeczy, natomiast rzeczy w umyśle niewątpliwie pełnią tę funkcję. Myśl (a tym samym i umysł) są więc zasadniczo innej natury niż przedmioty fizyczne [...]; nic, co fizyczne, nie posiada cechy „intencjonalności”[3]. Jest to jednak postulowanie tajemniczych władz  umysłu, które niczego nie rozwiązuje.

Ja więc możliwa jest intencjonalność? Wśród niektórych ludów pierwotnych panuje przekonanie, że reprezentacje, a w szczególności imiona, łączy jakiś szczególny, konieczny związek z ich przedmiotami. Można powiedzieć, iż jest to magiczny związek między nazwą a jej nosicielem[4]. Nasza wiedza jednak wciąż ewoluuje i jeśli to co się dzieje, możemy nazwać postępem, to stwierdzimy, iż od dawna wiadomo, że nazwę łączy  z jej nosicielem związek jedynie kontekstowy, przygodny i konwencjonalny [...]; przedstawienia umysłu  nie różnią się od reprezentacji fizycznych [...]. Założenie przeciwne jest przeżytkiem myślenia magicznego[5]. Nawet skomplikowany system reprezentacji, nie ważne, czy werbalnej, czy wizualnej, nie ma żadnego związku z reprezentowanymi przedmiotami. Żadnego istotowego, wpisanego w rzeczywistość związku, bez względu na to w jaki sposób doszło do utworzenia danej reprezentacji, czy od osoby, która używając tej reprezentacji myśli i mówi. Nie jest tak, że słowa pomyślane i obrazy w umyśle są z samej ich wewnętrznej natury przedstawieniem tego, czego dotyczą[6].

Przytoczona przez Putnama przypowieść o mózgach w słoiku to znany przykład science-fiction, w którym zamknięty w słoiku mózg, czy nawet wiele takich mózgów, odpowiednio połączonych z superkomputerem, doświadcza świata innego od tego, jaki jest ich rzeczywistym światem. Odpowiednio sterując owym komputerem można wywołac w mózgach dowolne doznania. Dla Putnama ma to być opis pomocny przy zilustrowaniu stosunku myśli do rzeczywistości. Przypuśćmy, że cała nasza historyjka jest rzeczywiście prawdziwa. Czy moglibyśmy, będąc takimi mózgami w naczyniu, powiedzieć lub pomyśleć, że nimi jesteśmy[7]? Putanam od razu podaje odpowiedź, obiecując, że oczywiście ją udowodni: Nie, nie moglibyśmy[8]. Domniemanie, iż moglibyśmy być mózgami w naczyniu posiada właściwość taką, że samo siebie obala, a mieszkańcy świata możliwego, którzy byliby takimi istotami, podać takiego argumentu nie mogą: ludzie, w owym możliwym świecie mogą wprawdzie pomyśleć i wypowiedzieć każde słowo, które my potrafimy pomyśleć lub wypowiedzieć, lecz ich słowa nie mogą (jak twierdzę) odnosić się do tego samego, co nasze słowa. W szczególności nie mogą oni pomyśleć ani powiedzieć, że są mózgami w naczyniu (nawet myśląc: „jesteśmy mózgami w naczyniu”)[9]. Korzystając z testu Turinga[10] i odpowiednio go modyfikując na test na odnoszenie przedmiotowe, Putnam stwierdza, iż można podać  ogólny sąd, mówiący, iż słów (i całych tekstów oraz dyskursów) nie łączy żaden związek konieczny z ich odniesieniem przedmiotowym[11]. Test Turinga na odniesienie przedmiotowe nie jest ostateczny, może zdarzyć się sytuacja (jest logicznie możliwa taka sytuacja), w której przejdzie ten test ktoś, kto nie odnosi swoich słów absolutnie do niczego. Decyduje tutaj jednak to, że mieszkańcy świata mózgów zamkniętych w naczyniu nie mogą w ogóle swoich słów odnosić do niczego zewnętrznego (i dlatego nie mogą powiedzieć, że są mieszkańcami świata mózgów zamkniętych w naczyniu)[12]. Znajdując się w sytuacji, w której ktoś jest poddawany testowi Turinga, można sobie wyobrazić, że maszyna jest zdolna wygrać ten test. Może sobie również sobie wyobrazić, że testowi poddawane są dwie maszyny, które oszukują siebie nawzajem. Nie można jednak przypisać takim urządzeniom zdolności do odnoszenia się do czegokolwiek zewnętrznego. Mamy do czynienia z urządzeniem do produkowania zdań w odpowiedzi na zdania. Natomiast żadne z tych zdań nijak nie dotyczy rzeczywistego świata[13]. To, że słowa wypowiadane przez te maszyny odnoszą się do czegokolwiek, jest dziełem złudzenia powstałego w nas na mocy naszych konwencji. W podobny sposób, według Putnama, powstaje złudzenie, że mrówka narysowała podobiznę Winstona Churchilla. Różnica polega na tym, że my potrafimy postrzegać jabłka i pola, oraz podejmować różne decyzje z nimi związane. Nasze mówienie o jabłkach i polach pozostaje w ścisłych związkach z pozawerbalnymi czynnościami dotyczącymi jabłek i pól[14]. Z wypowiedziami takimi jak „Widzę jabłko”, wiążą się językowe reguły wejścia, natomiast z wypowiedziami takimi jak „Idę po jabłko”, językowe reguły wyjścia[15]. Kiedy brak tych reguł, kiedy rozmowa przeprowadzana jest z maszyną, nie można mówić o niczym więcej, niż o grze syntaktycznej, która może przypomina rzeczywistą rozmowę, ale nie przypomina jej bardziej, niż ślad nakreślony przez mrówkę przypominał Winstona Churchilla. Podobnie, mózgi w naczyniu, myśląc o drzewach, nie mają na myśli rzeczywistych drzew, a jedynie coś, co jest jego przedstawieniem, co zostało wprowadzone do pamięci sterującego nimi superkomputera. Program tego komputera nigdy nie będzie w stanie sprawić, by cały system reprezentacji, język w jego użyciu, rzeczywiście odnosił się do drzew, lub reprezentował drzewa [...] podobieństwo jakościowe (czy nawet, jeśli chcecie, jakościowa identyczność) myśli mózgów w naczyniu i myśli kogoś w świecie rzeczywistym w żaden sposób nie implikuje tożsamości odniesienia przedmiotowego, nietrudno zrozumieć, że nie ma żadnych podstaw, aby sądzić, iż słowa mózgu w naczyniu odnoszą się do rzeczy zewnętrznych [16]. Mózgi w naczyniu nie mogą zatem, ani pomyśleć, ani powiedzieć, że są mózgami w naczyniu. Zdanie mówiące, że jesteśmy mózgami w naczyniu stwierdza pewien fałsz. Krótko mówiąc, jeżeli jesteśmy mózgami w naczyniu, zdanie „Jesteśmy mózgami w naczyniu” jest fałszywe[17]. Według Putnama, przypuszczenie, że sensowne jest, iż moglibyśmy być mózgami w naczyniu wynika z połączenia dwóch błędów: (1) nazbyt poważnego potraktowania możliwości fizycznej; oraz (2) nieświadomego posłużenia się magiczną teorią odniesienia przedmiotowego, na mocy której określone przedstawienia w umyśle koniecznie odnoszą się do określonych rzeczy i rodzajów rzeczy[18]. To, że możemy sobie wyobrazić świat, w którym działają prawa fizyki, a my jesteśmy mózgami w naczyniu, nie znaczy nic więcej poza tym, że możemy podać opis takiego świata. Możliwość tego, że moglibyśmy być mózgami w naczyniu nie jest wykluczona przez fizykę, a przez filozofię, która zajmuje się rozpatrywaniem koniecznych warunków myślenia o czymś, reprezentowania, odnoszenia się itd.[19]. Badanie tych warunków odbywa się przy pomocy rozumowania a priori  - jednak nie w absolutnym sensie, lecz raczej w sensie dociekań tego co racjonalnie możliwe, przy przyjęciu pewnych teoretycznych przesłanek i nie odrzekaniu się od tego, co empiryczne. Tego rodzaju postępowanie nie jest „empiryczne”, ani też całkowicie „a priori”, lecz zawiera pierwiastki obu sposobów badania[20].

Putnam kontynuuje swoją myśl, kolejno odrzucając konieczny związek między reprezentacjami i przedstawieniami a ich przedmiotami. Przedstawienia umysłu, które odnoszą się do rzeczy zewnętrznych muszą mieć według niego naturę pojęć. Pojęcia natomiast są znakami stosowanymi w szczególny sposób: są znaki publiczne i prywatne, jestestwa myślne i fizyczne, jednak wtedy. Gdy znaki są „myślne” i „prywatne”, znak sam przez się, w oderwaniu od jego użycia, nie jest pojęciem. Znaki same przez się, ze swej wewnętrznej natury, nie odnoszą się do niczego[21]. Znaczenia nie znajdują się w głowie, a posiadanie pojęcia nie jest równoznaczne z posiadaniem wyobrażenia. Można posiadać nawet bardzo bogaty system wyobrażeń, jednocześnie nie będąc zdolnym do posługiwania się zdaniami odpowiednio do sytuacji. Człowiek może mieć wszelkie możliwe wyobrażenia i mimo to być zupełnie bezradny, gdy mu się powie: „pokaż drzewo”, nawet jeśli drzew jest pod dostatkiem. Może nawet mieć wyobrażenie o tym, co ma robić, i mimo to nie wiedzieć, co ma robić[22]. Wyobrażenie bez towarzyszącej mu zdolności do działania jest tylko wyobrażeniem, zdolność do działania wedle wyobrażenie jest umiejętnością, którą można posiadać lub nie.

Konsekwencją tych wszystkich myśli jest dla Putnama następująca konkluzja[23]:

 

-         rozumienie nie jest zbiorem wyobrażeń czy, zdarzeń mentalnych, czy innych abstrakcyjnych czynności i jakości umysłowych;

-         pojęcia nie są identyczne z żadnymi przedmiotami w umyśle, żaden zbiór zdarzeń mentalnych nie jest niezbędny dla rozumienia.

 

Te przedmioty w umyśle, które udaje nam się wykryć w introspekcji, a więc słowa, wyobrażenia, odczucia, ze swej natury nie odnoszą się do żadnych określonych przedmiotów, podobnie jak ślad rysowany przez mrówkę nie odnosił się w istocie do Winstona Churchilla, pojęcia są bowiem (przynajmniej po części) zdolnością do wywoływania określonych zdarzeń mentalnych, a nie samymi tymi zdarzeniami[24].

Rozumienie i znaczenie w Mózgach w słoiku jest ściśle powiązane z rzeczywistością, z działaniem, ze sposobem życia. Podobnie, wcześniej, Wittgenstein wyróżnia wiele sposobów użycia języka wynikających i wiążących się nierozerwalnie z określonym sposobem życia, sposobem postrzegania świata, którego nigdy nie można wyprzedzić. A zatem putnamowskie mózgi nigdy nie będą w stanie dowiedzieć się prawdy  – kim naprawdę są. Argument Putnama jest oczywiście poprawny logicznie, jest swego rodzaju grą, z której autor doskonale zdawał sobie sprawę. Czy ma on coś wspólnego z rzeczywistością? Czy jest tylko zabawą, czy też mamy do czynienia z czymś więcej? Czy to zabawa intelektualna, czy też próba wyjścia poza nasze skrępowane różnymi czynnikami postrzeganie świata i nas samych?

Wittgenstein rozpoczyna swoje Dociekania filozoficzne od krytyki ujęcia języka przez św. Augustyna, a zarazem samego siebie z okresu Traktatu logiczno-filozoficznego. Ujęcie Augustyna jest zbyt prostym pojmowaniem języka. Opisuje on pewien system porozumiewania się, a nie wszystko, co możemy nazwać językiem jest takim systemem. Najlepiej uzmysłowić można sobie to w jaki sposób nasz język i nasze myślenie pozostaje w związku z rzeczywistością przy użyciu prymitywnych języków, takich jak liczne przykłady Wittgensteina ze wspomnianymi już na początku niniejszej pracy, budowniczym i jego pomocnikiem, lub też starając się odtworzyć proces, w jakim uczymy się języka. Pomocne przy opisie tego procesu jest pojęcie gry. Cały proces używania słów jest swego rodzaju grą. Inną grą jest to, co opisał św. Augustyn, inaczej możemy spojrzeć na to, co robią putnamowskie mózgi, inną grą jest ta, za pomocą której dziecko uczy się swego ojczystego języka. Wittgenstein pisze wprost: „Grą językową” nazywać też będę całość złożoną z języka i z czynności, w które jest on wpleciony[25]. Wyobrażenie sobie jakiegoś języka jest tutaj równoznaczne z wyobrażeniem sobie pewnego sposobu życia. Nie ma tutaj żadnych granic, istnieje niezliczona ilość rodzajów zdań i sposobów ich użycia. Znaczenie zdania nie zostaje tu odróżnione od okoliczności, które towarzysza jego wypowiedzeniu, od kwestii, czy to, co ono wyraża, jest podatne na prawdziwość bądź fałsz, i korzyści, jakie mogą się z tym wiązać, od motywów, dla których zdanie zostaje utworzone, i skutków, jakie ma wywoływać[26]. Cały czas powstają nowe typy języka i nowe gry językowe, podobnie jak inne starzeją się i ulegają w końcu zapomnieniu. Nawet czasie jednej rozmowy, którą również możemy uznać za grę, zmianie mogą ulegać reguły. Brak otwarcia na tą zmienność, na sztywną formę, taką jaką przedstawiał Traktat logiczno-filozoficzny, jest pewnego rodzaju ubezwłasnowolnieniem. Więził nas pewien obraz. Nie mogliśmy wydostać się, bo tkwił w naszym języku, a ten zdawał się go nam nieubłaganie powtarzać [...]. My sprowadzamy słowa z ich zastosowań metafizycznych z powrotem do użytku codziennego[27].

Codzienność z Mózgów w naczyniu niczym nie różniłaby się od codzienności jakiegokolwiek innego tworu naszej wyobraźni. Podobnie jak Wittgenstein, tak i Putnam uzmysławia nam, jak bardzo ważne jest zwracanie uwagi na nasz język. Mimo tego, że gry językowe w założeniu są częścią rzeczywistości, tkwimy w nich, a mózgi w naczyniu są tylko teoretyczną konstrukcją, mówiąc o nich też gramy. Staramy się odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób nasz język przystaje do rzeczywistości, jak tworzą się znaczenia, w jaki sposób próbujemy rozumieć. Niewątpliwie jest widoczny wpływ Wittgensteina na myśl Putnama, aczkolwiek obaj są samodzielnymi myślicielami, a oddziaływania autora Dociekań filozoficznych na koncepcje Putnam są bardzo subtelne i jeśli on sam nie wspominałby o nich, to może trudno byłoby je bezpośrednio dostrzec.

 

Bibliografia:

1. Hilary Putnam, Wiele twarzy realizmu i inne eseje, przeł. Adam Glober, Warszawa 1998.

2. Ludwig Wittgenstein, Dociekania filozoficzne, przeł. Bogusław Wolniewicz, Warszawa 2000.

3. Alfred J. Ayer, Filozofia w XX wieku, przeł. Tadeusz Baszniak, Warszawa 2000.

4. Internet: http://pl.wikipedia.org/



[1] Hilary Putnam, Mózgi w naczyniu, [w.] Wiele twarzy realizmu i inne eseje, przeł. Adam Glober, Warszawa 1998, s. 297.

[2] Tamże.

[3] Tamże.

[4] Por. Hilary Putnam, dz. cyt, s. 298.  

[5] Tamże.

[6] Tamże, s. 302.

[7] Tamże, s. 304.

[8] Tamże.

[9] Tamże, s. 306.

[10] Test wygląda następująco: sędzia - człowiek - prowadzi rozmowę w języku naturalnym z pozostałymi stronami. Jeśli sędzia nie jest w stanie wiarygodnie określić, czy któraś ze stron jest maszyną czy człowiekiem, wtedy mówi się, że maszyna przeszła test. Zakłada się, że zarówno człowiek jak maszyna próbują przejść test jako człowiek [http://pl.wikipedia.org/wiki/Test_Turinga].

[11] Hilary Putnam, dz. cyt, s. 308.

[12] Tamże.

[13] Tamże, s. 309.

[14] Tamże.

[15] Por. Hilary Putnam, dz. cyt, s. 311.

[16] Tamże, s. 313.

[17] Tamże, s. 315.

[18] Tamże, s. 315-316.

[19] Tamże, s. 317.

[20] Tamże.

[21] Tamże, s. 319.

[22] Tamże, s. 321.

[23] Por. Hilary Putnam, dz. cyt, s. 323.

[24] Tamże, s. 324.

[25] Ludwig Wittgenstein, Dociekania filozoficzne, przeł. Bogusław Wolniewicz, Warszawa 2000, s. 12.

[26] Alfred J. Ayer, Filozofia w XX wieku, przeł. Tadeusz Baszniak, Warszawa 2000, s. 180.

[27] Ludwig Wittgenstein, dz. cyt., s. 75.

Ilość odsłon: 5610

Komentarze

Nie znaleziono żadnych komentarzy.